∆ Bruno Grigori

Zły człowiek

Rozdział 13. Gaja

« Rozdział 12. Przystań «

» Rozdział 14. Dzień drugi »

Samael stał na mostku kapitańskim wsparty o pulpit. Towarzyszyło mu kilku jego oficerów zajętych wykonywaniem dobrze im znanych rozkazów. Całościenne ekrany przed nimi wypełniały kolorowe schematy podzespołów flagowego niszczyciela i podglądy z kamer kluczowych miejsc statku: maszynowni, generatorów pola grawitacyjnego, komór torpedowych. Pośrodku największego ekranu widniał rozedrgany model sztucznie stabilizowanego tunelu nadprzestrzennego, którym przemieszczała się eskadra. Samael wpatrywał się weń nieufnie — był świetnym pilotem i doświadczonym dowódcą, ale teorie stojące za kontrolowanym zakrzywianiem czasoprzestrzeni uważał za mocno naciągane. Chociaż korzystał z nich na porządku dziennym, niemalże. W drzwiach pojawił się Uriel.

— Kapitanie, za sześćdziesiąt sekund opuszczamy tunel — zameldował.

Samael skinął głową na znak, że wie i włączył interkom.

— Tu mówi kapitan. Za pięćdziesiąt sekund wychodzimy z nadprzestrzeni. Proszę o zajęcie pozycji. — Jego głos rozbrzmiał we wszystkich zakątkach statku.

Ekrany zostały wyłączone. Samael usiadł w swoim fotelu. Uriel zajął miejsce obok.

— Nie lubię tego momentu, Urielu. Zawsze może pójść coś nie tak.

— Loty nadprzestrzenne są najbezpieczniejszą formą poruszania się w kosmosie, Samaelu. Statystycznie rzecz ujmując. W wypadkach z destabilizacją tuneli ginie kilka tysięcy razy mniej pasażerów, niż podczas awarii tradycyjnych napędów, zderzeń z asteroidami, w wyniku ataków pirackich...

— Wiem, wiem... Zawsze to powtarzasz. Ale zawsze może pójść coś nie tak.

Mostkiem kapitańskim targnął lekki wstrząs. Samael skrzywił się nieznacznie. Ekrany ponownie rozświetliły się, ukazując tym razem przestrzeń kosmiczną wokół statku. Potężna eskadra niszczycieli Samaela w eskorcie kilkuset rojących się wokół niej myśliwców pojawiła się jakby znikąd. Standardowa procedura podróży Floty nakazywała po wyjściu z nadprzestrzeni znajdować się w pełnej gotowości — na wypadek konieczności odparcia ewentualnego ataku. Samael wydał rozkaz wytracenia szybkości do półtora promila prędkości światła. Pokład statku rozbrzmiał basową wibracją włączonych antyakceleratorów grawitacyjnych.

Gaja, Błękitna Planeta, widniejąca na wprost, zwolniła tempo swojego powiększania się na centralnym ekranie. Samael i Uriel podnieśli się na nogi. Samael przyjął serię nadchodzących przez interkom meldunków z poszczególnych niszczycieli pod swoją komendą. Myśliwce rozpoczęły manewry dokowania do macierzystych jednostek. W zasięgu widzenia pojawiło się siedem ochronnych sfer gigantycznego pola siłowego rozpostartego przez Flotę wokół Gai. Oraz niezliczone statki poruszające się z wolna po wyznaczonych przez sfery orbitach.

— Proszę mnie połączyć z Komandorem — rozkazał najbliżej stojącemu oficerowi komunikacyjnemu.

Na bocznym ekranie rozbłysło okno z widokiem na udekorowaną ciemnym drewnem kajutę. Pośrodku, za masywnym biurkiem, spoczywał w fotelu siwowłosy, siwobrody mężczyzna odziany w śnieżnobiały mundur z komandorskimi epoletami. Nieśpiesznie podniósł wzrok i wyjął z ust dymiącą fajkę.

— Witam, kapitanie. Dziękuję za szybkie przybycie.

— Komandorze — Samael zasalutował — melduję szóstą eskadrę niszczycieli w pełnym składzie.

— Bardzo dobrze. — Komandor pyknął z fajki. — Proszę wprowadzić swoje statki na orbitę numer siedem i niezwłocznie się u mnie zjawić.

— Tak jest.

Niszczyciele rozpoczęły, jeden po drugim, manewr wejścia na wskazaną orbitę wokół Błękitnej Planety. Proceduralną kolejność wyznaczały widniejące na ich burtach oznaczenia: JWBH, JWBG, JWGB, JWDD... Jako ostatni zadokował flagowy statek kapitana Samaela, noszący oznaczenie JWWW.

« Rozdział 12. Przystań «

» Rozdział 14. Dzień drugi »

Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright © 2014 Bruno Grigori