∆ Bruno Grigori

Zły człowiek

Rozdział 9. Bruno i Ewa

« Rozdział 8. Anna i Artur «

» Rozdział 10. Aniołowie »

Siedziałem na drewnianej podłodze w przedpokoju jakiegoś domu. Na wprost mnie wydawało znajdować się wyjście na zewnątrz, ale światło biło skądinąd. Zupełnie skądinąd. Jakby z innego świata. W tym świetle i tylko dzięki niemu widziałem wielkiego czarnego psa, który siedział pod schodami prowadzącymi na górę i podobnie jak ja patrzył w stronę wyjścia. Był olbrzymi i jego obecność nie pozwalała mi się ruszyć, nawet zamknąć oczu, które miałem otwarte szeroko i wbrew swojej woli. Czułem, że ktoś mi w te oczy patrzy. Nie był to ani ten pies, ani żadna ze znanych mi osób, myślę, że nie był to nawet człowiek. I wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że śnię, że nie siedzę na żadnej podłodze, tylko na łóżku, patrzę nie w stronę drzwi, ale w okno, a pies... pies ciągle tam był i ciągle nie pozwalał mi drgnąć. Tak jakby to był mój własny, opiekuńczy demon, który niekoniecznie czuje do mnie sympatię, ale nie da mi zrobić krzywdy. A przynajmniej zginie pierwszy. Pomyślałem jeszcze — a nie wiem, dlaczego — że ktoś przeszukuje umysły ludzi w poszukiwaniu czegoś albo kogoś. Kogoś kogo nie lubią psy, nawet ich własne, ale kogo lubią koty. Zacząłem jęczeć — nie tyle ze strachu, ile po to, by się wreszcie obudzić. I obudziłem Ewę. Zaczęła mną potrząsać i głaskać mnie po plecach, aż wielki czarny pies przybrał formę sterty poduszek odłożonych na bok przy rozkładaniu kanapy, a wyjście z drewnianego przedpokoju na dobre przybrało kształt okna.

Świtało. Byliśmy w mieszkaniu Ewy, w powietrzu wciąż unosił się zapach naszego wieczornego kochania się, a na kołdrze, w moich nogach, spał w najlepsze wielki kocur Ewy — Harpagon.

— Zły sen, Bruno — powiedziała Ewa i pocałowała mnie w ucho. Potem wzięła moją dłoń i położyła na swojej piersi. Nie za dużej, nie za małej, idealnie takiej, jaką lubiłem pieścić. — Chcesz się ze mną kochać? — Odrzuciła kołdrę na bok. Harpagon zeskoczył na podłogę i wyprężył się w bezkonkurencyjny koci grzbiet. — Hmm... Widzę, że moje kochanie jest zupełnie przygotowane.

Uśmiechnąłem się do niej i przytuliłem ją mocno, a ona wysmyknęła się z moich objęć i nachyliła się nade mną. Poczułem jej pełne, ciepłe usta. Ich miękki dotyk zbudził ścigające się po moim ciele rozkoszne prądy.

Niedługo zrobiłem się naprawdę śpiący. Przytuliliśmy się nadzy i zasnęliśmy z powrotem — myślę, że jednocześnie.

« Rozdział 8. Anna i Artur «

» Rozdział 10. Aniołowie »

Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright © 2014 Bruno Grigori