∆ Bruno Grigori

Zły człowiek

Rozdział 3. F-16

« Rozdział 2. Cień «

» Rozdział 4. Hochberg »

Nad Morzem Czarnym było niemal południe. W upalnym słońcu na malutkim kutrze uwijała się para rybaków. Młodszy kręcił z mozołem korbą, by wyciągnąć przez bakburtę starą, wielokrotnie wiązaną sieć. Starszy pilnował, by ta nie rozdarła się o reling, a cenny choć mizerny połów nie przepadł na powrót w głębinie. Nie rozmawiali ze sobą; ciszę przerywało pojękiwanie wytartego, drewnianego kołowrotu i pluskanie fal.

— Bana bak! — Stary rybak krzyknął wskazując młodemu wyrosłą na horyzoncie fontannę wody. Fontannę przybliżającą się do nich z niewiarygodną prędkością. I bez żadnego dźwięku.

W momencie, w którym przemknęła obok łodzi, obu rybaków powalił na pokład przeszywający huk. Jakby sam Allah rozdarł nad nimi niebiosa, żeby krzyknąć na ludzi. Gdyby zatykając uszy, nie zamknęli również oczu, mogliby dostrzec przez ułamek sekundy, mijający ich na wysokości kilku, może kilkunastu metrów, w pełni uzbrojony myśliwiec F-16, z polskim oznaczeniem na ogonie. Zwolniona sieć rozdarła się o kant burty i razem z rybami zniknęła pod powierzchnią morza.

O trzysta kilometrów dalej i o dziesięć kilometrów wyżej para bliźniaczych F-16, lecz w barwach tureckich, zawróciła i ruszyła w szyku bojowym w stronę północno-zachodniego wybrzeża. Rozkaz dla nich brzmiał: „przechwycić odmawiający identyfikacji obiekt i nawiązać z nim kontakt; w razie niepowodzenia, zestrzelić; w miarę możliwości, zanim wleci nad ląd”.

Kilka minut później polski myśliwiec, nie schodząc z kursu 130, wzniósł się ponad nabrzeżne skały. Tam spotkały się z nim tureckie F-16 i zrównały z nim lot — oba trzymając się nieco z tyłu i trochę wyżej.

— Kapitan Tureckich Sił Powietrznych do pilota F-16. Natychmiast zejdź na poddźwiękową i udaj się z nami na wyznaczone lotnisko.

Bez odpowiedzi.

— Chłopie, jeśli się nie odezwiesz, będziemy cię musieli rozwalić!

Bez odpowiedzi.

— Amina koyim!

Tureckie maszyny zwiększyły odległość od celu, a spod ich skrzydeł oderwały się dwie smużki dymu. Para sidewinderów pomknęła jak po sznurku w kierunku niewzruszenie podążającego obranym kursem F-16, z biało-czerwoną szachownicą na stateczniku.

A wtedy polski myśliwiec zniknął. Pojawił się w tym samym momencie o parę kilometrów dalej i o jeszcze kilka metrów niżej. Ale tego nie zauważyły już ani radary, ani tym bardziej ogłupiałe rakiety, które zderzyły się ze sobą i eksplodowały.

— Czy myśmy go zestrzelili? — Turecki pilot zatoczył krąg, rozglądając się za jakimkolwiek śladem płonącego wraku na ziemi.

— A co, diabli go wzięli?

— To gdzie jest wrak?

— Wolisz zameldować zestrzelenie czy zniknięcie?

— Sikmek! Sikmek!

— Kapitan Demir do dowódcy. Melduję wykonanie rozkazu. Polski F-16, który naruszył turecką przestrzeń powietrzną, został zestrzelony i spadł do morza daleko od brzegu. Dokładne miejsce katastrofy trudno będzie ustalić.

« Rozdział 2. Cień «

» Rozdział 4. Hochberg »

Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright © 2014 Bruno Grigori